Ten wpis chcę zacząć od jednego, ważnego dla wszystkich mam przesłania. Tak, jak wspomniałam w poście na instagramie, w którym opisuje swoje wspomnienia z okresu karmienia #wspomnieniazkarmienia – nie ma jednego, właściwego dla wszystkich sposobu na odstawienie od piersi. Sposób, który opisuje jest nasz, ale jeśli okaże się, że część z naszych doświadczeń sprawdzi się też u Was, będzie mi niezmiernie miło.

Na tym zdjęciu widać jak bywałam zmęczona KP, to akurat po trudnej nocy.

Zacznijmy od tego, kiedy powinno się odstawić dziecko od piersi.

Odpowiedz na to, jest prosta- wtedy kiedy jedno z was, czyli albo dziecko, albo mama, tego chcą lub potrzebują.

Żadne wytyczne nie podają górnej granicy, do kiedy powinno się karmić. W zaleceniach WHO mowa jest o: kontynuacji karmienia piersią do drugiego roku życia i dłużej, przy jednoczesnym wprowadzaniu pokarmów uzupełniających.Co oznacza ni mniej, ni więcej, że to właśnie Wy decydujecie o tym, kiedy chcecie zakończyć ten proces.

Wychodzę z założenia, że mama i dziecko to zespół. Żeby ten zespół dobrze funkcjonował muszą, być spełniane potrzeby obu stron. Zatem jeśli mama ma potrzebę zakończenia procesu karmienia, niezależnie na jakim etapie się to dzieje (czyli nawet na samym początku), to nikt nie ma prawa jej zmuszać, rozkazać, ani też w żaden sposób obarczać poczuciem winy za to, że to zrobiła.

Jak to było u nas?

Moim celem karmienia były 24 miesiące. Jednak kiedy młody skończył 2 lata to, życie to mocno zweryfikowało moje plany- i przedłużyło się to do 2,5 roku.

Nie ukrywam, że był to dla nas trudny proces, pełen wzlotów i upadków. Nie obyło się bez małych histerii, które były w pełni uzasadnione i chyba nieuniknione (wpływało na to: przemęczenie dziecka, głód, albo jakieś przeoczenie z mojej strony). Bardziej niż na czasie zależało mi na komforcie i poczuciu bezpieczeństwa dziecka, dlatego właśnie tak długo trwał ten proces. Pozwalałam sobie na błędy i pewne niekonsekwencje, ale wiem, że dzięki temu mój syn całkiem dobrze to zniósł, a ostateczna decyzja o zaprzestaniu jedzenia należała do niego.

Z perspektywy czasu nadal jestem w szoku, że tak to wyszło, do tego stopnia, że ja fizycznie zupełnie tego nie odczułam.

Jak poradziłam sobie z mlekiem w piersiach?

W naszym przypadku nie było sobie z czym radzić. Proces odstawienia był tak wydłużony w czasie, że laktacja wyciszała się stopniowo. Ani razu nie poczułam przepełnienia piersi czy dyskomfortu.

Jeśli odstawiasz dziecko stopniowo, to piersi przyzwyczajają się do tego, że nie muszą stale produkować mleka. Działa to na zasadzie popyt-podaż. Gdy nie ma popytu, to nie ma produkcji.

Jeśli odstawienie jest gwałtowne, to faktycznie, może stanowić to bardzo duży problem dla mamy. Tu z pomocą przychodzą naturalne sposoby (które jednak, niestety, nie działają na wszystkich), czyli zimne okłady, napar z szałwii lekarskiej lub mięty. Ja proponowałam moim pacjentkom olejek eteryczny (najwyższej klasy czystości z certyfikatem CPTG) z mięty pieprzowej, która u niektórych osób działa na zahamowanie produkcji mleka. A jeżeli piersi są bardzo przepełnione i sprawiają ból, to mimo wszystko, warto lekko odciągnąć mleko (ręcznie lub laktatorem), ale tylko do uczucia ulgi, tak aby nie stymulować produkcji.

Jak się za to zabrałam?

Przyznam szczerze, że na początku czułam się bezradna. Kompletnie nie wiedziałam jak się zabrać za odstawianie syna od piersi, a co gorsza, miałam wrażenie, że zamiast dwulatka mam małego dzidziusia, który jeszcze częściej domaga się piersi. O ile w ciągu dnia udawało mi się jakoś manewrować i trochę odwracać jego uwagę, tak w nocy, czułam się jak smoczek-uspokajacz.

Postawiłam na, jak to nazywam, wyrozumiałą konsekwencję. Czyli nie za wszelką cenę. Były momenty, przy których moim zdaniem nie warto było się upierać. Postawiłam jasne i zrozumiałe dla młodego granice dotyczące miejsca i czasu, w którym może dostać pierś. Oczywiście wcześniej uprzedzałam go o tych zmianach. Uwierzcie lub nie, ale młody rozumiał wszystko doskonale. Oczywiście nie obyło się bez sprawdzania z jego strony, jak bardzo te granice mogą być przekroczone, i to szczególnie dawało nam w kość w nocy, ale szybko zrozumiał, że nie ma odwrotu i dostosował się do sytuacji.

Warto zacząć odstawianie od pojedynczych karmień. U nas, ponieważ nocki dla mnie były szczególnie ciężkie, postanowiłam zacząć właśnie od tego. Kiedy zaczynałam, to nie wierzyłam, że nam się to uda. Syn dostawał pierś na zasypianie, ale wiedział, że w nocy już nie ma cycusia. Tłumaczyliśmy mu, że „w nocy się nie je, tylko się śpi”. Mówiliśmy, że jeśli chce, może dostać ciepłej wody do picia, ale mleka już nie będzie, bo mleko dostanie jak „pojawi się słoneczko za oknem”. I tak w tydzień odstawiliśmy (na początku ze sporymi trudnościami, płaczami i żalami, zastępując karmienie przytulaniem) karmienia nocne. Dodam, że nigdy nie zabraniałam mu dotykać i przytulać się do piersi, to go uspokajało i dawało mu poczucie bezpieczeństwa. W tym czasie mój mąż był dla mnie ogromnym wsparciem.

Wychodziłam z założenia, że młody wszystko rozumie, wyłapuje moje emocje, i postanowiłam to wykorzystać. Traktujemy nasze dziecko jak rozumną istotę i dużo z nim rozmawiamy. Oczywiście rozmowy są dostosowane do jego wieku i odpowiedniego momentu. Dodam jeszcze, że nie wystarczy powiedzieć czegoś raz. Po tym, jak już wspomniałam, wykorzystywałam każdą nadarzającą się, odpowiednią okazję na to, aby poruszyć ten temat. Rozmawiamy o emocjach, o tym, jak on się czuje, tłumaczymy mu pewne rzeczy. Raz to zrozumie, a raz nie, to w naszym przypadku było kluczowe w całym procesie.

Kolejny etap…

Następne ograniczenie dotyczyło karmień w ciągu dnia. Skończyły się karmienia na dworze, w ciągu dnia ograniczyliśmy się wyłącznie do karmień w domu, a ponieważ odstawienie przypadało to na okres letni, sporo czasu spędzaliśmy na dworze. W międzyczasie wróciłam do pracy. Wychodziłam z domu na 8 godzin, 3 razy w tygodniu, i tu nie było żadnych problemów.

Ostatnie karmienia wyeliminowaliśmy, zastępując je dotykaniem i przytulaniem. Za każdym razem jak młody próbował zassać pierś, tłumaczyłam mu, że „już nie jemy” tylko dotykamy i przytulamy. Na początku się denerwował, ale na przestrzeni kilku dni całkowicie zaakceptował ten fakt i w końcu sam zadecydował, że nie będzie już jadł.

Oprócz rozmów wspieraliśmy się książeczką „Żegnamy mleko mamy”. W ciągu dnia zawsze miałam w zanadrzu coś do jedzenia i do picia, co mogłam zaproponować w zamian za mleko mamy. Szybko zorientowałam się, że nie o jedzenie tu chodzi – więc w tym czasie bardzo dużo się przytulaliśmy. Do tej pory zostało przytulanie i usypianie z dotykaniem piersi.

Odstawiania od piersi to bardzo trudny czas – nie tylko dla mamy, ale przede wszystkim dla dziecka. Dajcie sobie czas (oczywiście, jeśli możesz sobie na to pozwolić). Dużo się przytulajcie i rozmawiajcie. Będą trudne chwile, będą emocje, i na to też sobie pozwólcie. Przeprowadźcie ten proces w zgodzie ze swoimi przekonaniami i zadbajcie w tym wszystkim o siebie.

Sama, do tej pory nie wiem, jak nam się to udało, ale jestem dumna i zadowolona z tego, jak przebiegał ten proces. Kierowała mną intuicja i jak widać po raz kolejny, nie zawiodła.

Na koniec życzę Wam moje drogie mamy wytrwałości i dużo cierpliwości na ten czas. Jak dotarłaś do końca tego posta, to zostaw, proszę jakiś komentarz i daj znać, jak wyglądało to u Ciebie?  Albo jak wyobrażasz sobie ten czas? #wspomnieniazkarmienia